Opalanie- know how!






Sezon wakacyjny zbliża się wielkimi krokami. A wraz z wakacjami, co raz bliżej pora plażowania. Kąpiele słoneczne to dla większości kobiet sama przyjemność. Nic w tym dziwnego, muśnięta promieniami, złota skóra prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Czy jednak zawsze pamiętamy o tym, by opalać się "z głową"? I co mają powiedzieć te z nas, których skórze ze słońcem nie po drodze? O tym poniżej.

Lekarze biją na alarm. Zdjęcia czerniaków, nowotworów skóry i poparzeń mają na celu skłonienie do rozsądniejszego wystawiania się na działanie promieni słonecznych. Mam jednak wrażenie, że wciąż wiele Polek za nic ma realne zagrożenia, a leżenie plackiem na plaży w samo południe wydaje się im być trendy. Nic bardziej mylnego! Moda na cerę Pocahontas odeszła dawno temu. Apeluję więc o umiar! On zawsze się sprawdzi.

O czym należy pamiętać?

Jeśli nasza skóra jest jasna i podatna na podrażnienia, warto już wcześniej (2-3 miesiące) zadbać o wzmocnienie melaniny, która tworzy warstwę ochronną. Jak to zrobić? Wystarczy wzbogacić dietę o antyutleniacze, czyli : sok marchwiowy, pomidory, szpinak, ryby, kakao, czy gorzką czekoladę. Pomocne okazać się może również przyjmowanie witaminy A, która odpowiada za stan skóry, włosów i paznokci.

Filtry to podstawa bezpiecznego opalania. Nałożone na 20 minut przed opalaniem sprawią, że unikniemy efektu "raka".  Nawet jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczkami oliwkowej skóry, trzeba o tym pamiętać. Dla Was, wybranki losu, wystarczy popularny 15 SPF. Blondynki, my potrzebujemy czegoś mocniejszego. Dobrym wyborem będzie filtr 30, a jeśli tak, jak ja, macie cerę wrażliwą, najlepszym rozwiązaniem będą nawet 50-tki, czyli balsamy i oliwki przeznaczone dla dzieci i niemowląt.



Same kremy to jednak nie wszystko. Długotrwałe przebywanie na słońcu może mieć różne konsekwencje. Bóle głowy, nudności, a nawet udar może przydarzyć się każdemu, nie tylko dzieciom. Pamiętajmy więc o nakryciach głowy. Czy to czapeczka, chustka, czy kapelusz, osłoni głowę przed nadmiernym nasłonecznieniem.

O nawadnianiu organizmu powinniśmy pamiętać zawsze. Jednak to właśnie latem potrzebujemy tego szczególnie. W ciągłym kontakcie ze słońcem pocimy się i tracimy wodę w ekspresowym tempie. Wypicie dwóch litrów w ciągu dnia to niezbędne minimum, jeśli chcemy zachować zdrowie i dobrą formę.

Przygotowanie do opalania to tylko część zdrowego plażowania. Równie ważnym elementem jest odpowiednie nawilżenie po kąpieli słonecznej. Przesuszona skóra domaga się porcji dobrego balsamu. Dzięki temu unikniemy nieprzyjemnego efektu ściągnięcia, pieczenia, czy łuszczenia.





A co z tymi, którzy opalać się nie mogą?

W tej dziedzinie czuję się ekspertem. Jako kilkulatka nabawiłam się solidnych poparzeń, nie dając się rodzicom wyciągnąć z basenu. Sytuacja skończyła się na pogotowiu. W późniejszych ( wydawałoby się mądrzejszych) latach, wciąż starałam się dorównać opalonym koleżankom. Mniej więcej raz w ciągu wakacji zaliczałam całodniowy wypad z przyjaciółmi nad jezioro, wieczorną gorączkę i kolejne kilka dni w domu, odziana jedynie w kolejne warstwy Panthenolu i zimne okłady. Podobno nie popełnia się dwa razy tego samego błędu. Ja popełniłam go razy kilkanaście. Widać chciałam się upewnić. Dziś mogę z całą pewnością powiedzieć- opalanie nie jest dla mnie. Nie oznacza to jednak, że zamierzam paradować po tym świecie niczym Edward Cullen. Brązujące balsamy do ciała dają równie ładny efekt, jak solarium, czy słońce, a nie muszę martwić się o bolesne i szkodliwe skutki. Jeśli i Wy borykacie się z tym problemem, polecam moje rozwiązanie :)


12 komentarzy:

  1. ja to uważam na słońce odkąd mnie poparzyło tak, że miałam na nogach wielkie bąble i nie mogłam chodzic 2 tyg :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przydatny post :) Ja uwielbiam opalanie, jednak nigdy nie zdarzyło mi się przesadzić tak żeby nie spać w nocy na plecach :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Też doznałam poparzeń słonecznych i jest to naprawdę bolesne doświadczenie. Przez jakiś czas nie mogłam się opalać, bo leczyłam się farmakologicznie u dermatologa. Lubię mieć opaloną skórę, ale nie robię z tego jakiegoś wielkiego priorytetu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana bardzo cenne rady, ja ze słoneczkiem staram się uważać i miewam uczulenie od promieni... lubie być w lato opalona ale zdrowo :)

    pozdrawiam
    http://nieperfekcyjnakasia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest zdrowe podejście:) buziaki! :*

      Usuń
  5. Kochana super post,trzeba o tym pisać często bo nie każdy zdaje sobie sprawę z tego,że trzeba cały czas stosować filtry,czy np zamiast się smażyć zastosować samoopalacze.Bardzo cenne rady :)
    Mam prośbę czy możesz mi poklikać w w tym poście http://daquerre.blogspot.com/2014/05/tag-40-pytan-kosmetycznych.html będę wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja niestety mam ten sam problem, co Ty. Opalam się na raka, zawsze przez to cierpię - używam kremów z wysokim filtrem, inaczej by mnie wychba wypaliło ;-) A do balsamów brązujących się jakoś nie przekonałam - u mnie wyglądają raczej jak żółcące :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może mogłabyś spróbować tych do jasnej karnacji, one dają o wiele delikatniejszy efekt :)

      Usuń
  7. Też używam balsamów brązujących:) Zawsze dobrze się u mnie sprawdzał Dove, zostało mi jeszcze jedno opakowanie w zapasie z zeszłego roku. No i ostatnio kupiłam brązujące masło z Organique:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też używam Dove i bardzo dobrze mi się sprawdza. O organique nie słyszałam, ale jestem ciekawa, cóż to za cudo :)

      Usuń
  8. Bez filtrów nie ma opalania:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy wpis. Przydatne wskazówki nawet o tej porze roku;)

    OdpowiedzUsuń